Na antenie: Radio eM
em.kielce.pl
online button
Jesteś tutaj:Radio eM»SPORT»Tetelewski: To nie są działacze, którym zależy na rozwoju kobiecej piłki ręcznej

Na antenie: Radio eM
em.kielce.pl

Hulajnoga konkurs 700x200

Hulajnoga konkurs 300x250

SPORT KIELCE

Tetelewski: To nie są działacze, którym zależy na rozwoju kobiecej piłki ręcznej

Kielce / 12 sierpnia 2019 / Tekst
fot. Olga Pierzak fot. Olga Pierzak

– Budujemy klub od pięciu-sześciu lat. Bazujemy na naszych dziewczynach, jesteśmy fajnym ośrodkiem. Nie rozumiem, jak można to wszystko niszczyć jedną decyzją. To nie są działacze, którym zależy na rozwoju kobiecej piłki ręcznej – mówi Paweł Tetelewski, trener Korony Handball, po poniedziałkowej decyzji Komisji Odwoławczej ZPRP.

Związkowi działacze na specjalnym posiedzeniu podtrzymali decyzję Komisarza Ligi, który nie przyznał klubowi licencji na występy w PGNiG Superlidze.

– Dopóki postanowienia nie było, to mieliśmy nadzieje, że związek poda nam rękę. Okazało się, że to były płonne nadzieje, że nikt tam nie patrzy na piłkę ręczną, tylko na swoje interesy. Tak wydaje się z boku. Na pewno pierwsze dni będą trudne, ale trzeba szybko zająć się pracą. Nic innego nam nie zostało, jak tylko wrócić za rok do Superligi – wyjaśnia szkoleniowiec kieleckiego zespołu.

Jako główne powody nieprzyznania licencji kieleckiemu klubowi wymieniane są dwa czynniki: blisko miesięczne spóźnienie przy składaniu wniosku oraz nie spełnienie wymogów związanych z budżetem gwarantowanym, który spółka zarządzająca ligą wyznaczyła na poziomie 1 miliona 400 tysięcy zł.

–  Jeśli ten pierwszy czynnik był powodem, przez który nie przyznano nam licencji, to jest on bardzo śmieszny. Z tego co wiem, jako jedyny klub nie dostaliśmy mailowego zawiadomienia do kiedy trzeba złożyć papiery. To był jeden z argumentów w odwołaniu, ale pewnie nikt na niego nie zwrócił uwagi, albo nie chciał tego zrobić. Budujemy klub od pięciu-sześciu lat. Bazujemy na naszych dziewczynach, jesteśmy fajnym ośrodkiem. Nie rozumiem, jak można to wszystko niszczyć jedną decyzją. To nie są działacze, którym zależy na rozwoju kobiecej piłki ręcznej – tłumaczy Tetelewski.

–  Pamiętam jak wprowadzano ligę zawodową u mężczyzn. Tam dwa, trzy kluby dostały licencje warunkowe. Wtedy była pomoc, a teraz tego zabrakło. Myślę, że wszyscy wiedzieli, że poradzimy sobie sportowo i finansowo, ale ręka nie została podana. Decyzje chyba zostały podjęte wcześniej, a to poniedziałkowe spotkanie było tylko kurtuazyjne, bo dwie godziny później pojawił się już cały terminarz rozgrywek. Czekano tylko na to, kiedy związek powie "nie", aby nikt nie miał sobie nic do zarzucenia  – dodaje szkoleniowiec.

W komentarzach pod tekstami dotyczącymi Korony Handball można spotkać się z nieprzychylnymi opiniami odnoście zarządu klubu, który jest obwiniany za trzytygodniowe spóźnienie przy złożeniu wniosku.

– Wiem jaka jest sytuacja, przyznam, że też ciężko byłoby mi podjąć decyzję. Ludzie, którzy są prezesami, po zmianach stowarzyszenia w spółkę odpowiadają  za wszystko swoim majątkiem. Dopóki nie miałbym gwarancji finansowych, to też długo zastanawiałbym się, co robić. Każdy ma swoje życie, a później gdyby coś się wydarzyło, można byłoby wpaść w duże problemy – mówi Tetelewski.

Korona Handball w sezonie 2019/20 zagra w grupie B I ligi. Kielczanki będą w niej faworytem. Ich najwięksi rywale to MTS Żory i KPR Jelenia Góra.

– Ciężko odnieść się do poziomu pierwszej ligi. Zobaczymy, jak Żory przygotują się do sezonu. Z tego co wiemy, mają tak skonstruowaną umowę ze sponsorem, że dysponują tylko jedną szansą awansu, w tym roku. Inaczej wsparcie będzie wycofane. Tam liczono, że zagramy jednak w Superlidze, bo wtedy droga dla nich byłaby łatwiejsza. Trzeba pamiętać, że później jest baraż z drużyną z drugiej grupy. Dopiero zwycięstwo w nim da awans – wyjaśnia kielecki trener.

Kadra Korony Handball zostanie utrzymana niemal w stu procentach. Jedyną zawodniczką, która zmieni barwy klubowe jest Aleksandra Orowicz; ona zagra w Starcie Elbląg.

– Zostają nam trzy bramkarki. Daliśmy "Oro" wolną rękę, bo chciała iść wyżej. Miała propozycję z drugiej ligi niemieckiej, ale po drodze okazało się, że Elbląg zakupił bramkarkę, która była kontuzjowana. Dobrze wiemy, że z niewolnika nie ma pracownika. Zobaczymy, czy to będzie wypożyczenie, czy transfer definitywny. To już kwestia dogadania się między klubami – mówi Tetelewski.

A jak inne zawodniczki? – Żadna z dziewczyn nie podnosiła dotąd tematu odejścia. Miały oferty, ale rezygnowały. Chcą grać w pierwszej lidze – kończy trener Korony Handball.

ZOSTAW KOMENTARZ