Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl

online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Sołtys, klasztor i… SB

Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl


Publicystyka

Sołtys, klasztor i… SB

13 stycznia 2018 / Tekst

Klasztor cystersów w Wąchocku to bez wątpienia jedno z najważniejszych opactw w Polsce. Komunistom udało się odwrócić uwagę od ponad 800-letniej obecności zakonników w tym miejscu, a samą miejscowość zamienić w symbol niewybrednych dowcipów. Bo za słynnym sołtysem z Wąchocka stała Służba Bezpieczeństwa.

Dzieje tego opactwa od chwili założenia w 1179 r. naznaczone są tatarskimi napadami, najazdami Szwedów i księcia Siedmiogrodu – Jerzego Rakoczego, a także wandalizmem zaborców. W czasie tych nieszczęść rozparcelowano cenną bibliotekę, dokumenty, rękopisy. Klasztor podpalono. W końcu po kasacie w 1819 r. w romańskim kapitularzu urządzono stajnię.

Tu była wolność

Zawsze jednak to miejsce było symbolem wolności. Cystersi popierali zryw Tadeusza Kościuszki, pozwolili na produkcję w klasztorze broni i wyposażenia dla wojsk księcia Józefa Poniatowskiego. Tutaj w czasie powstania styczniowego znajdowały schronienie wojska Mariana Langiewicza; w opactwie mieściła się jego kwatera główna. Za wsparcie tego zrywu władze carskie odebrały Wąchockowi w 1869 r. prawa miejskie.

Był też klasztor niemym świadkiem działań wojennych. W czasie II wojny światowej rejon wokół Wąchocka stał się terenem walk i ostoją AK. W pobliżu walczyły też oddziały Narodowych Sił Zbrojnych, tak znienawidzone przez sowietów. Kilka kilometrów stąd jest góra Wykus – partyzanckie sanktuarium, miejsce obozowania powstańców styczniowych, później żołnierzy AK zgrupowań „Ponury" i „Nurt”. A już po wojnie do klasztoru ciągnęli kombatanci, modlili się i śpiewali „Boże, coś Polskę”.

Ośmieszyć Wąchock

Taka historia – z zakonnikami w białych habitach w tle – była dla komunistów jak policzek, zwłaszcza że linia propagandowa partii nie szła równolegle do kościelnej. Należało coś zrobić z tym natężeniem historycznej pamięci i patriotycznego ducha. Mimo represji, rozpętanych po 1945 roku, komuniści byli jednak bezradni. Uknuli zatem szatański plan. Postanowili dowcipami zdegradować cysterskie miasteczko.

– Za co był ośmieszany Wąchock? Za historię, za cystersów, za Żołnierzy Niezłomnych – mówi ojciec Eugeniusz Augustyn, opat cysterskiego klasztoru w Wąchocku. – Tu odbywały się zjazdy, spotkania, uroczystości Wyklętych. To co należało zrobić? Zohydzić tę ziemię, odebrać jej znaczenie. A sołtys jest związany z ziemią, jest też łącznikiem władzy z ludźmi, więc komuniści bezpośrednio jego postanowili ośmieszać, a przez to sam Wąchock. Początkowo dowcipy o sołtysie krążyły w rolniczych gazetach. Później zataczały coraz szersze kręgi. W latach 70. i 80. znała je cała Polska i śmiała się z naszego biednego miasteczka. Więc czy się udało? Sami sobie Państwo odpowiedzcie na to pytanie.

Ojciec Augustyn kiwa głową ze smutkiem i kontynuuje: – To szczególnie bolesne, bo przecież cystersi nieśli kulturę, kopiowali księgi, znali się na technice. Ale czego można było się spodziewać po komunistach, dla których Bóg i Pan Jezus nigdy nie istnieli. Oby te czasy już nigdy nie wróciły, a prawda się obroniła. Prawda o cystersach z Wąchocka.

– Dowcip to znana metoda ośmieszania miejsc i ludzi. Władza totalitarna często stosuje takie sztuczki – tłumaczy dr Marek Jończyk z IPN w Kielcach. – W rozmowach z mieszkańcami Wąchocka często słyszałem potwierdzenie tezy, że to komuniści byli autorami tych dowcipów. Jest coś na rzeczy, bo od ponad dwudziestu lat nikt nie słyszał nowego dowcipu o Wąchocku.

***

15 marca 2017 r. opactwo w Wąchocku zostało wpisane na listę pomników historii przez prezydenta Andrzeja Dudę. – I to jest prawdziwa sprawiedliwość dziejowa – uważa opat Eugeniusz Augustyn.

Dorota Kosierkiewicz

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

WYSZUKIWARKA

TYGODNIK EM

Oglądaj nas na żywo!

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna