ZAKŁADY

Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl

online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Sarajewo

Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl


Publicystyka

Sarajewo

11 czerwca 2018 / Tekst

To był ostatni punkt naszej słonecznej wycieczki po Bałkanach. W Sarajewie, niedaleko mostu, przy którym Gawriła Princip zabił arcyksięcia Ferdynanda, czekała na nas uśmiechnięta pani Agnieszka, przewodniczka. Mówiła po polsku z silnym tutejszym akcentem. Nic dziwnego: chociaż urodziła się w Sosnowcu, na Bałkanach przeżyła już ponad trzydzieści lat.

Czy coś jeszcze mogło zrobić na nas wrażenie po niemal dziesięciu dniach zwiedzania? Pani Agnieszka starała się jak mogła, by nas przekonać do wyjątkowości Sarajewa. Zabrała nas do największego tutejszego meczetu. W czasie trwającego trzy lata oblężenia miasta trafiło w niego kilkaset pocisków. Przetrwał tylko dzięki grubym murom. Muzułmanie odrestaurowali go w 2002 roku. Dziś wygląda jak nowy.

Pani Agnieszka miała 13 lat, gdy serbska armia otoczyła Sarajewo i zaczęła regularny ostrzał artyleryjski. - Zaczęliśmy życie w piwnicy. Brakowało wody, jedzenia. Organizacje humanitarne? Tak, pomagały. Dostawaliśmy paczki z twardym jak kamień pieczywem oraz ryżem i kaszą, których nie mogliśmy ugotować, bo nie było prądu, nie mówiąc o wodzie. Po prostu głodowaliśmy.

Oto katolicka katedra. Przed nią pomnik Jana Pawła II. - Ojciec Święty robił co mógł, by Serbowie skończyli okrążenie. Mieszkańcy Sarajewa bardzo go szanują.

Najgorszym wspomnieniem pani Agnieszki z czasów oblężenia jest dzień, w którym jej nauczycielka geografii chciała ją upolować z pobliskich wzgórz. Była jednym z wielu snajperów. - Każdy, kto próbował zdobyć coś do jedzenia i pojawił się na głównej ulicy, mógł zginąć od kuli strzelca wyborowego. Media nazwały tę arterię Aleją Snajperów. My - Ruską Ruletką. Bo albo przeżyłeś i wróciłeś do kryjówki, albo zginąłeś. Ja przeżyłam. Moja nauczycielka dostała po wojnie dziesięć lat więzienia.

Dochodzimy do centrum starego miasta. Gąszcz maleńkich sklepików z pamiątkami. - Tam napijecie się państwo słynnej bośniackiej kawy ze słodyczami, tam kupicie sarajewską chałwę. Toalety są na końcu tej malowniczej uliczki - instruuje pani Agnieszka i nasza wycieczka rusza raźno po ostatnie pamiątki.

Jej samej udało się uciec z miasta po 9 miesiącach oblężenia. Ucieczkę wraz z mamą i pewnym Serbem zorganizował im polski pułkownik. Przedzierali się pod ostrzałem przez cztery posterunki, na czwartym wpadli w ręce wrogów. - Może się pan domyślić, co żołnierze chcieli zrobić z moją matką. Uratował nas prawosławny duchowny. „Kobiety z dzieckiem mężczyźnie nie wolno tknąć!”, przestrzegł Serbów. I puścili nas. A potem reżyser Jacek Dłuski zrobił o mnie film „Agnieszka z oblężonego Sarajewa” – opowiada.

Gdy po godzinie wracamy do autokaru obładowani tutejszymi przysmakami, pełni wrażeń i roześmiani, pani Agnieszka siedzi przy maleńkim kawiarnianym stoliku. Macha nam na pożegnanie, a jej uśmiech zdaje się zapraszać: „Przyjedźcie jeszcze kiedyś do Sarajewa”.

Tomasz Natkaniec

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

WYSZUKIWARKA

TYGODNIK EM

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

TVS

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna