Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl

online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Prawda o Armii Ludowej

Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl


Publicystyka

Prawda o Armii Ludowej

16 września 2015 / Tekst

Rozmowa z dr Piotrem Gontarczykiem, historykiem IPN, autorem książki „SB a Lech Wałęsa”.

KB.: Naukowo zajmuje się pan ruchem komunistycznym w Polsce w okresie wojny i po jej zakończeniu…

PG.: Zainteresowałem się tym tematem, ponieważ odkryłem, że pomiędzy wiedzą przeciętnego odbiorcy a dokumentami ukrywanymi w archiwach PZPR jest gigantyczna przepaść. Nie zgadzają się ani liczby, ani działania, ani interpretacje.

KB.: Utworzona na początku 1942 roku Polska Partia Robotnicza i jej wojskowa organizacja Gwardia Ludowa (przemianowana w 1944 roku na Armię Ludową) działała na polecenie Moskwy.

PG.: Na rozkaz Stalina miała w nazwie „polska”, aby ukryć jej komunistyczne oblicze. Trzon partii tworzyli przedwojenni polscy komuniści oraz ci, którzy na spadochronach byli dosyłani z Moskwy.

KB.: W PRL uczono, że Gwardia Ludowa i Armia Ludowa to bohaterskie formacje. Jak było naprawdę?

PG.: Komuniści, tworząc mit założycielski, próbowali dorobić sobie zasługi w walce z Niemcami. Jednak ich rzeczywista działalność była zupełnie inna. Na przykład pisali, że oddział partyzancki AL „dokonał operacji uderzenia w gospodarkę okupanta”, a po sprawdzeniu dokumentów okazało się, że ukradli leśniczemu krowę oraz papierosy. Chwalili się, że w takim a takim rejonie wysadzali niemieckie transporty, po sprawdzeniu na mapach okazało się, że tam nigdy nie było torów kolejowych. Podawali, że w oddziałach GL i AL walczyło od 60 do 100 tysięcy osób, po naprawdę było ich około dwóch tysięcy. Partyzantka komunistyczna, ze względu na skalę demoralizacji i element przestępczy, z którego się składała, nie była w stanie prowadzić żadnych poważniejszych akcji przeciwko Niemcom. Tak naprawdę GL i AL zajmowała się pospolitym bandytyzmem i działała na szkodę polskiej prowincji. Rabowała dwory, plebanie i chłopskie chaty.

KB.: Z jakich warstw społecznych wywodzili się ci ludzie?

PG.: Kiedy w 1942 roku komuniści zaczęli tworzyć oddziały GL, patriotyczna młodzież była już w konspiracji AK i NSZ. Brali więc każdego, kto się nawinął. Dlatego grupy te składały się z przedwojennych przestępców, uciekinierów z obozów, pojedynczych komunistów oraz ukrywających się w lasach Żydów. Jednym z oddziałów dowodził Izrael Ajzenman, po wojnie funkcjonariusz UB Julian Kaniewski. W archiwum w Radomiu odnalazłem jego przedwojenną teczkę z więzienia. Miał cztery wyroki za paserstwo, napad z bronią w ręku i dwa włamania. Takich ludzi komuniści werbowali do oddziałów, bo zależało im na wprowadzeniu zamieszania, a nie na faktycznej walce z Niemcami. Często dowódcy byli watażkami, dlatego w oddziałach panowała fatalna dyscyplina. Mnożyły się napady, rabunki i morderstwa zwykłych obywateli.

KB.: Jaką siłą dysponowała partyzantka komunistyczna na Kielecczyźnie?

PG.: Był to jeden z największych obszarów jej działania ze względu na mniejszą gęstość zaludnienia i duże obszary leśne. Większa liczebnie partyzantka istniała tylko na Lubelszczyźnie. W Świętokrzyskiem zidentyfikowałem kilkanaście oddziałów GL i AL, które były bandami rabunkowymi.

KB.: Środowiska lewicowe do dziś czczą rocznicę bitwy pod Gruszką w powiecie koneckim, stoczonej 29–30 września 1944 roku. Jak ona wyglądała?

PG.: Niemieckie oddziały policyjne, wsparte przez formacje kolaboracyjne, rozpędziły ugrupowania AL. Po wojnie zrobiono z tego starcia niebywałą bitwę. Znalazłem korespondencję jednego z partyzantów, Adama Korneckiego (naprawdę Dawida Korhendlera), pierwszego szefa WUB w Kielcach. Po ucieczce z kraju naśmiewał się z tej propagandy pisząc, że towarzysze z AL konfabulują, bo bitwa nie wyglądała tak, jak ją opisywali. Później znalazłem tajne pismo sekretarza KW PZPR w Kielcach Kazimierza Rokoszewskiego, który władzom partyjnym opisał, co naprawdę zdarzyło się pod Gruszką: „W noc poprzedzającą bój w kwaterze, gdzie mieścił się sztab, urządzono bal z okazji imienin Balbinki, narzeczonej Henryka Połowniaka. Na tę okazję przygotowano jej nawet suknię. Tańce trwały całą noc, grały harmonie, pito wódkę. Tymczasem hitlerowcy mobilizowali swoje siły i zacieśniali pierścień wokół AL. Nic dziwnego, że w wyniku karygodnego stanowiska dowództwa na czele z Połowniakiem, AL poniosło straty w ludziach – około 70 zabitych – oraz w sprzęcie bojowym, którego olbrzymia większość – świeżo otrzymana z ZSRR – dostała się w ręce wroga”. Jednym słowem towarzystwo było pijane, dowództwo zajmowało się sukniami rabowanymi z dworów, a nie poważną walką. Po wojnie zmistyfikowano, że była to wielka bitwa.

KB.: Jedna z kieleckich ulic nosi imię Henryka Połowniaka. Świętokrzyskie środowisko NSZ domaga się zmiany tej nazwy. Kim on był?

PG.: To postać charakterystyczna dla partyzantki komunistycznej. Sam sobie nadawał stopnie oficerskie, co kilka miesięcy dodając kolejną gwiazdkę. Zostawił własnoręcznie napisaną relację o swojej działalności partyzanckiej. Była ona przez wiele lat ukrywana w archiwach KC PZPR. Walk z Niemcami tam za wiele nie ma, ale są opisy tego, jak rabował, jak brał zakładników, jak aresztował w celu wymuszenia okupu. Przytoczę fragment jednej z relacji opowiadającej, jak Henryk Połowniak wziął zakładników spośród ziemian oraz żołnierzy AK i chciał ich wymienić na pieniądze. Byli oni przetrzymywani w bunkrze, a pilnował ich niejaki Jaś Kanarski. Akcja nie wyszła, a Połowniak pisze dlaczego: „W pewnym momencie Kanarski wpadł w szał i zaczął w okrutny sposób automatem okładać jeńców, masakrując ich. Kanarski był kompletnie pijany. Podczas bicia niezabezpieczona pepesza wypaliła, przeszywając pierś Kanarskiego. Aresztowani byli straszliwie zmasakrowani, nie można ich w takim stanie pokazać AK-owcom. Zapadła decyzja, aby ich rozstrzelać, na co zresztą zasłużyli”. Ośmiu ziemian i żołnierzy AK zostało więc przez Połowniaka oraz jego kompanów zastrzelonych i zakopanych w lesie.

KB.: Jaki był stosunek partyzantki komunistycznej do Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych?

PG.: Od początku była między nimi sprzeczność. AK i NSZ kierowała się interesem społeczeństwa, walczyła o polską niepodległość, tak z hitlerowcami, jak i z komunistami. Oprócz różnic ideowych, najpoważniejszym powodem konfliktów było moralne oblicze GL i AL. Polscy partyzanci ścigali i rozbijali oddziały komunistyczne z powodu rabunków, gwałtów, morderstw, jakich się dopuszczały na mieszkańcach wsi. Były to akcje w obronie polskiej ludności przeciwko wyjątkowo groźnym i dokuczliwym bandytom. Z Kielecczyzny znane są także przypadki denuncjacji przez komunistów do gestapo, działaczy polskiego podziemia niepodległościowego. Z powodu takiego donosu jeden z oddziałów AK został całkowicie wybity. Oddziały AL mają też na sumieniu masowe mordy na Żydach. Nie ulega wątpliwości, że jeśli po wojnie Polska nie byłaby zależna od Sowietów, ludzie z AL i GL stanęłaby przed sądami za rabunki, gwałty i morderstwa. Jednak w zależnym od Moskwy PRL, właśnie ci przestępcy zasilali kadry partii i aparatu bezpieczeństwa.

KB.: Przypomnijmy, jakie były ich losy po wojnie.

PG.: Dowódcy GL i AL zostawali ministrami, szefami Urzędów Bezpieczeństwa, komendantami milicji, oficerami wojska. Ścigali ukrywających się po lasach polskich patriotów z AK i NSZ, a później brutalnie ich przesłuchiwali i mordowali. Na przykład Grzegorz Korczyński, który w latach 1942–43 w okolicy Kraśnika wyłapywał ukrywających się po lasach Żydów, mordował ich, a ubraniami dzielił się ze swoimi kompanami, po wojnie stał się prominentną postacią PRL. Wspomniany Izrael Ajzenman został szefem UB najpierw w Końskich, a później w Poznaniu. Nie długo tam był, bo usiłował zgwałcić przesłuchiwaną kobietę. Osoby takiego pokroju wprowadzały po wojnie nową władzę w Polsce.

– Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Bernat

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

Na żywo

WYSZUKIWARKA

TYGODNIK EM

Oglądaj nas na żywo!

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

TVS

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna