STARCOM MULTI (7)
online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Polska miłość
online button
online button

Publicystyka

Polska miłość

12 czerwca 2018 / Tekst

Gdy skończyłem studia na Politechnice Krakowskiej, wróciłem z żoną, rodowitą krakowianką, do mojego rodzinnego miasta. Małgosia jeszcze przed ślubem opowiadała mi o swojej cioci, Zofii Klich, przez lata nauczycielce języka polskiego w kieleckiej „Handlówce”, która w Kielcach mieszkała i była wdową od kilkudziesięciu lat. Pasjonowały mnie takie historie i któregoś dnia odwiedziliśmy ciocię w kamienicy przy ulicy Żeromskiego. Zajmowała mieszkanie na pierwszym piętrze. Ucieszyła się z naszej wizyty,  gdyż popsuła jej się spłuczka w łazience, a mężczyzna był w jej domu - jak sama stwierdziła - rzadkością. Naprawiłem spłuczkę, co znacznie podniosło moje notowania w oczach cioci. Może dlatego chętnie opowiedziała mi o swoim życiu.

Miała 23 lata i była w ciąży, gdy wybuchła wojna. Jesienią Rosjanie zabrali jej męża do niewoli. Już nie wrócił do domu i nie zobaczył swej córeczki, małej Basi o jasnych włosach i niebieskich oczach. Jesienią 1940 roku ciocia dostała wezwanie na gestapo. Oficer kazał jej usiąść na krześle i wręczył kartkę, którą wysłała pół roku wcześniej do Starobielska na nazwisko męża. Na kartce czerwona pieczęć przyłożona po skosie oznajmiała cyrylicą, że adresat jest nieznany. Gestapowiec krótko poinformował: wszyscy tam zginęli, zabici przez Sowietów. Nigdy w to nie uwierzyła. Niezmiennie czekała na swojego ukochanego męża i jak relikwię pokazywała nam kartę pocztową z napisem „Adresat nieznany”.

***

Moja ciocia Jadwiga Brudek, córka Jana, czyli brata mojego dziadziusia Adama, mieszkała z rodzicami na Nowym Świecie i była piękną, szczupłą, wysoką dziewczyną. Jej ślub miał się odbyć jesienią 1939 roku. Ale narzeczony był pilotem i zginął na początku wojny, zanim zdążył stanąć na ślubnym kobiercu.  To jednak nie było w stanie ostudzić miłości Jadwigi do ukochanego, i choć adoratorów jej przez lata nie brakowało, do końca darzyła go wielką miłością.

Ciocia Jadzia przez wiele lat opiekowała się swoim tatą i do śmierci mieszkała w rodzinnym domu na Nowym Świecie. Uwielbiała chodzić po górach. Pierwszy raz zabrała mnie ze sobą na całodzienną wyprawę, gdy miałem osiem lat. Wielokrotnie schodziliśmy Góry Świętokrzyskie wzdłuż i wszerz, a ja uczyłem się od niej szacunku do przyrody i ludzi. Nauczyła mnie zbierania jadalnych grzybów i podstaw geologii, głównie po to, by umieć nazywać minerały i pierwiastki zawarte  w skałach.  Nawet gdy była już w podeszłym wieku, można było dostrzec w jej twarzy ślady dawnej, wyjątkowej urody.

Jeśli Niebo istnieje ( w co gorąco wierzę ) nasze ciocie są tam ze swoimi ukochanymi, którym poświęciły całe swoje ziemskie życie.

Wojciech Lubawski

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

WYSZUKIWARKA

TYGODNIK EM

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

TVS

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna