Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl
online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Nie chcemy Marszu Równości

Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl

Publicystyka

Nie chcemy Marszu Równości

Kielce / 14 czerwca 2019 / Tekst

Środowiska związane z ruchem LGTB jakiś czas temu z dumą ogłosiły, że w lipcu ulicami Kielc przejdzie Marsz Równości. W teorii jego podstawowym celem jest pokojowa walka o tolerancję. W teorii, bo praktyka pokazuje coś zupełnie innego.

Oto piękna lipcowa sobota. Przy stawie w Parku Miejskim wielu kielczan postanowiło wykorzystać ten letni czas na spacer w gronie najbliższych. Podobnie jest w pozostałych miejscach w centrum. Ulica Sienkiewicza tętni życiem, co nie zdarza się często. Sielankowy wręcz obraz naszego miasta przerywają jednak odgłosy dość głośnej muzyki. Nagle, przez główny deptak Kielc przechodzi grupa osób z tęczowymi flagami, wykrzykująca hasła mówiące o „wolności i równości”. Do kolumny marszowej podchodzi młody człowiek, który wśród wielu transparentów dostrzega jeden, ewidentnie obrażający katolików. – Co tu się dzieje? – zagaja zdumiony. – Walczymy o tolerancję! – odpowiada dumnie manifestant. – To dlaczego trzyma pan transparent, który obraża innych? – pyta i na to pytanie nie uzyskuje odpowiedzi.

Czy dojdzie do marszu?

To oczywiście fikcyjna historia, ale biorąc pod uwagę to, co się działo ostatnio na Marszach Równości w Gdańsku i Warszawie – a doszło tam, jak pamiętamy, do profanacji Mszy Świętej i Najświętszego Sakramentu – całkiem prawdopodobna.

Tymczasem temat kieleckiego Marszu Równości powrócił na niedawnej sesji Rady Miasta – z pytaniem w tej sprawie zwrócił się do prezydenta Kielc Bogdana Wenty radny Piotr Kisiel. – Mieszkańcy zbierają podpisy przeciwko temu pomysłowi. Mają ich już kilka tysięcy. Pamiętam, jak zakazał pan koncertu Hungaricy. Tej decyzji nie rozumiem do dziś. Wtedy protestowały: Wiosna, PO, KOD, Partia Razem i SLD. Pan ich wysłuchał. Oczekujemy, że teraz wysłucha pan nas i nie wyrazi zgody na ten marsz. Nie życzymy sobie scen z Gdańska, gdzie obrażano uczucia religijne. Uważam, że eksponowanie swojej odmienności seksualnej w przestrzeni publicznej jest niedopuszczalne. Widok całujących się mężczyzn na ulicach polskich miast, na ulicach Kielc, nie powinien być normą dla naszych dzieci – mówił 6 czerwca radny Prawa i Sprawiedliwości.

Jego słowa wywołały prawdziwą burzę, którą przerwał dopiero Kamil Suchański, przewodniczący Rady Miasta. Danuta Papaj, jeszcze wtedy pełnomocnik prezydenta, a dziś jego zastępca oświadczyła wówczas, że wniosek o organizację manifestacji jeszcze nie wpłynął, więc władze nie mogą się do niego odnieść.

Choć jeszcze nie jest przesądzone, czy do marszu dojdzie, to jednak wiele wskazuje na to, że jednak tak. – Będziemy apelowali do prezydenta, żeby odwołał to wydarzenie. Nie chcielibyśmy dopuścić do ekscesów z Warszawy i Gdańska, ale również do niebezpiecznych sytuacji, podczas których zarówno kielczanie, jak i manifestanci mogliby być zagrożeni – tłumaczy Jarosław Karyś, przewodniczący Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości.

Chcemy żyć w spokojnym mieście

Kwestie bezpieczeństwa to oczywiście jeden z ważnych argumentów, ale nie jedyny. – Chodzi o zwykłą przyzwoitość i dobre obyczaje. Nie widzę potrzeby, żeby osoby o innej orientacji seksualnej manifestowały ją na ulicach – mówi radny Kisiel. – Podkreślmy, że zdecydowana większość społeczeństwa tego nie robi. Są to sprawy prywatne. Afiszowanie się z postępowaniem niezgodnym z normami przyjętymi w danym społeczeństwie prowadzi do jego zgorszenia i zmiany systemu wartości.

– To, co się dzieje, postrzegam jako tęczową rewolucję. Ekscesy, które zdarzają się podczas takich imprez, budzą w społeczeństwie kontrowersje. Potęguje to jego polaryzację, co może doprowadzić do niebezpiecznych zdarzeń, a tych na pewno nie chcemy. Ja chcę żyć w spokojnym mieście – dodaje Arkadiusz Ślipikowski, radny PiS.

– W tym marszu nie chodzi o żadne wartości i walkę o tolerancję. Pod płaszczykiem górnolotnych haseł kryje się tak naprawdę niechęć, a nawet nienawiść do ludzi inaczej myślących. W Kielcach zebrano już kilka tysięcy podpisów przeciwko temu wydarzeniu, więc mam nadzieję, że do niego nie dojdzie – mówi Jarosław Karyś.

Zdecydowaną zwolenniczką Marszu Równości w Kielcach jest radna Agata Wojda z Platformy Obywatelskiej, która przekonuje, że inicjatywa jest potrzebna i nie należy się jej obawiać: – Incydent gdański jest wykorzystywany przez krytyków tego marszu. Musimy jednak pamiętać, że to tylko incydent. Wiele marszów odbywa się w Polsce od lat i takie sytuacje są sporadyczne. Nie możemy przez pryzmat incydentu wyrażać opinii na temat całości. Jestem pewna, że organizatorzy uczulą wszystkich uczestników, żeby nie było przejawów jakiejkolwiek dyskryminacji, a jeżeli się pojawią, to będą na nie reagować.

Dwa różne marsze

W ostatnią niedzielę ulicami Kielc przeszedł Marsz dla Życia i Rodziny, który jednoczy wielu mieszkańców naszego miasta w obronie najważniejszych wartości. Kilka tysięcy ludzi idących w radosnej kolumnie marszowej zamanifestowało swoje przywiązanie do życia i w odróżnieniu od Marszu Równości nie starało się konfrontować z nikim.

– Nie jesteśmy przeciwko nikomu. Taka jest postawa Chrystusa, który nie potępia ludzi grzeszących, bo to jest normalność naszej ludzkiej natury. Natomiast trzeba stanowczo reagować na takie zachowania, które służą podważaniu wartości rodziny – zauważa Jan Górlicki ze wspólnoty Domowego Kościoła.

Ten kontrast pomiędzy oboma inicjatywami dostrzega również Tomasz Bogucki, prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Diecezji Kieleckiej: – Marsz Równości to myląca nazwa, ponieważ nie ma on nic wspólnego z żadną równością. Kontrastuje z Marszem dla Życia i Rodziny, który nie jest przeciwko nikomu. Zło jest krzykliwe, natomiast dobro musi się przebijać.

Postawmy raz jeszcze pytanie: czy Marsz Równości się w ogóle odbędzie? Wszystko w rękach prezydenta Bogdana Wenty, który może posłuchać mieszkańców miasta i odwołać to zgromadzenie. W przeciwnym razie możemy być świadkami takich scen, jak w Gdańsku i Warszawie, które były jaskrawymi przykładami nietolerancji wobec ludzi wyznających wartości inne niż niż te bliskie środowiskom LGBT.

Michał Łosiak

ZOSTAW KOMENTARZ