online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Nasz rodzinny mezalians
online button
online button

Publicystyka

Nasz rodzinny mezalians

Kielce / 29 maja 2018 / Tekst

Moi kieleccy pradziadkowie posiadali w Kielcach fabrykę farby i byli zamożnymi ludźmi. O ich statusie może świadczyć okazały grobowiec na Cmentarzu Starym, znajdujący się tuż przy wejściu od strony Cmentarza Partyzanckiego; duża katakumba zwieńczona jest płaskorzeźbą Chrystusa Zmartwychwstałego.

Gdy w 1932 roku umarł mój pradziadek, Józef Brudek, na cmentarz odprowadzała go orkiestra strażacka w uznaniu i podziękowaniu za ufundowanie wieży obserwacyjnej na ulicy Leonarda. Dziadkowie doczekali się czwórki  dzieci i obdarowali je domami na Nowym Świecie. Ich syn Julian był żołnierzem Beliny-Prażmowskiego i zginął we Francji w 1916 roku. Jego grób znajduje się na cmentarzu wojennym w Strasburgu. Córka Franciszka, schorowana, znajdująca się pod opieką swojej córki Marii, nie opuszczała  pokoi. Jako dziecko widziałem ją kilka razy. Dobrze pamiętam natomiast drugiego syna pradziadków, Jana. Z siwą, długą brodą rozdawał ciastka dzieciarni w naszej dzielnicy.

No i mój dziadziuś Adam. Zakochał się w mojej babci,  Zofii. Problem polegał na tym, że była ona córką zwykłej krawcowej. Ślub stanowiłby więc – biorąc pod uwagę ówczesne kategorie – mezalians. Jednak pomimo zdecydowanego sprzeciwu Brudków dziadziuś Adam postawił na swoim, ożenił się z babcią Zofią, w rezultacie czego… rodzina się go wyparła, co oczywiście niosło ze sobą konsekwencje finansowe. Gdy wrócił do swojej ukochanej żony z wojny 1905 roku, musiał sprzedać szynel, by kupić węgiel potrzebny  do ogrzania domu. I tak rozpoczął życie na swój koszt, nauczył się szyć buty i je naprawiać. Po trzech latach zatrudniał już trzech czeladników, dla których był jak ojciec. Znowu wiodło mu się dobrze, był bardzo szczęśliwy z babcią, mądrą i oczytaną kobietą, która wzorowo prowadziła dom oraz swój piękny kwiatowy ogród. Urodziły im się trzy córki, w tym najmłodsza, moja mamusia Zofia. W końcu,  w latach dwudziestych, pradziadkowie dali się przekonać, że synowa zasługuje na wejście do rodziny. I tak też się stało.

Kochałem moją babcię Zosię. Gdy przed śmiercią żegnała się z nami, świadoma że odchodzi, powiedziała: „Nie będziecie sami. Jestem taka szczęśliwa, że Papieżem został Polak”. Dziadziuś Adam zaś, twardy mężczyzna, pozostał w mojej pamięci jako starzec, który nie był w stanie powstrzymać łez. Do dziś mam przed oczami jego oblicze: trzyma mnie za rękę i obserwuje płacząc, jak burzą nasz wspaniały dom przy Nowym Świecie, przygotowując się pod budowę Urzędu Wojewódzkiego.

Wojciech Lubawski

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

WYSZUKIWARKA

TYGODNIK EM

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

TVS

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna