Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl
online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Misja w Iraku

Na antenie: Radio eM
www.em.kielce.pl

Publicystyka

Misja w Iraku

08 marca 2019 / Tekst

Rozmowa z majorem Marcinem Komarowskim z Centrum Przygotowań do Misji Zagranicznych w Kielcach.

W jakich misjach wojskowych pan uczestniczył?

Uczestniczyłem w dwóch misjach. Pierwsza to misja treningowo – szkoleniowa w Iraku w 2011 roku. Powstała ona w 2009 roku, po operacji Irak Freedom i działalności wojsk stabilizacyjnych NATO. Jej celem było przywrócenie zdolności sił porządkowych i wojskowych Republiki Iraku do samodzielnej działalności. Była to misja szkoleniowa, ale stacjonowały jeszcze wojska głównie amerykańskie, które były odpowiedzialne za bezpieczeństwo,  również nasze. Druga moja misja była w Republice Środkowej Afryki.

Skupimy się na tej misji w Iraku.

CPdMZ było odpowiedzialne za sformowanie, przygotowanie i wyszkolenie Wojskowego Zespołu Doradczo – Łącznikowego, który mieścił się w strukturach misji szkoleniowej NTMI w Iraku. Byłem dowódcą polskiego kontyngentu wojskowego VII zmiany tej misji wystawianej przez CPdMZ. Liczył on 15 osób.

Jakie było pierwsze pana zetknięcie z Irakiem?

Pierwsze co mną wstrząsnęło tuż po przylocie, był podmuch gorącego powietrza. Tego się nie spodziewałem. Przed wyjazdem mieliśmy przygotowanie teoretyczne. Miałem więc wiedzę o klimacie, ukształtowaniu terenu, ludziach, ale i tak byłem wieloma rzeczami zdziwiony.

Czym na przykład?

Byłem zaskoczony zachowaniem mężczyzn w stosunku do siebie. Na przykład serdeczność, a nawet pocałunki i trzymanie się mężczyzn za ręce tam jest normalnym zachowaniem. Wyrazem przyjaźni i uznania. Wiedziałem o tym, ale dopiero tam zobaczyłem to na własne oczy.

Na czym polegała służba?

Byliśmy Wojskowym Zespołem Doradczo – Łącznikowym. Nasza służba odbywała się na trzech płaszczyznach. Pierwsza – szkolenie batalionu ochrony bazy. Druga – nadzorowanie ochrony bazy, którą zapewniali szkoleni przez nas żołnierze irakijscy. Trzecia – realizowanie czynności operacyjnych dla dowódcy naszej bazy, takich jak: zabezpieczenie lądowania śmigłowców (stanowiły one most powietrzny między naszą bazą oddaloną 15 kilometrów od Bagdadu), a także zabezpieczenie wjazdów konwojów z materiałami zaopatrzeniowymi. Za to byliśmy odpowiedzialni, jako ten 15-osobowy kontyngent.

Był jakiś przeciwnik, z którym musieliście walczyć?

Nie umiem zdefiniować przeciwnika, który mógłbym na zagrażać. Jednak możemy mówić o przeciwnościach, które nam towarzyszyły. Zdarzały się sytuacje, że z różnych kierunków spadały pociski w rejon naszej bazy. My nie mogliśmy reagować poza bazą, a tylko meldowaliśmy naszym przełożonym o tych zdarzeniach. Były też przypadkowe lub celowe wystrzały. Społeczeństwo irackie nie jest jednolite. Byli i są sprzymierzeńcy wojsk NATO i przeciwnicy.

Przeciwnością był klimat, który był w tym czasie niewyobrażalnie gorący. Moją rolą, jako dowódcy kontyngentu było dbanie, aby podwładni poradzili sobie również z tym, a więc nawadniali organizm, odpowiednio ubierali się i smarowali. Przeciwnością były też jadowite węże i skorpiony. W moim pomieszczeniu zauważyłem cztery skorpiony, pomimo, że było wszystko szczelnie pozamykane.

Jak wyglądała pana odpowiedzialność za zdrowie i życie ludzkie?

W czasie pożegnania w CPdMZ, oprócz tych zadań czysto zawodowych, komendant powiedział mi: „Mam dla ciebie jeszcze jedno zadanie, przywieź ich wszystkich z powrotem w takim stanie w jakim ich zabierasz na misje”. To jest chyba najtrudniejsze, ale zarazem najważniejsze, aby wszystkich podwładnych w tym samym składzie i zdrowiu przywieźć z powrotem. Udało się. Ale powiem, że jest to wielkie wyzwanie. Służba w tamtych warunkach: klimacie, odmiennej mentalności i nastawieniu ludzi, mogła spowodować zakłócenia.

Jaka jest w tym rola wiary i modlitwy?

Wiara i modlitwa pomagają. Patrzę teraz na krzyż w studio. Zaproponowałem podwładnym, że jeśli potrzebują modlitwy, to postaramy się o kapelana. Nie mieliśmy możliwości poproszenia księdza katolickiego, więc od Brytyjczyków, którzy stanowili większość w naszej bazie, poprosiliśmy duchownego z Kościoła anglikańskiego. Uczestniczyliśmy w nabożeństwach w języku angielskim i to też nam bardzo pomagało. Kiedy dowiedzieliśmy się, że w Afganistanie zginął jeden nasz żołnierz, zebrałem ludzi na placu i oddaliśmy mu cześć modlitwą. Widziałem, że wspólna modlitwa łączyła nas. Tworzyła taką więź między nami. Modlitwa pomaga. Jestem katolikiem i się tego nie wstydzę, tak jak inni nie wstydzą się swojej religii.

Czego dokonali nasi żołnierze?

Mówię tutaj tylko o skrawku ziemi irackiej, na której byliśmy. Jeśli ten skrawek i tych ludzi udało nam się przygotować do tego, żeby stanowili zabezpieczenie tej irackiej ziemi, aby mogli samodzielnie stanąć na wieży wartowniczej, uważam to za mały sukces naszej misji szkoleniowej. My żołnierze polscy byliśmy odpowiedzialni za ich przeszkolenie, za dodanie im pewności, że są świetnymi ludźmi, za zachęcenie ich do pracy, podnoszenia kwalifikacji.

Czego pana nauczyły misje?

Uważam że cały czas mnie uczą. Pomimo tego, że dawno wróciłem, to misja zawsze jest we mnie obecna. Doświadczenia przywiezione z jednej lub drugiej strony świata mają wpływ na moje działanie w obliczu innych wyzwań stawianych przede mną w kraju. Tam są inne warunki, inne środowisko, ale to czego tam się nauczyłem i doświadczyłem oddziałuje na to, co robię teraz. Czy stałem się lepszym człowiekiem? Zawsze starałem się być dobrym człowiekiem, ale może inaczej patrzę na życie, ludzi, rodzinę. Większa jest też radość z życia i świadomość jego przeżywania.

Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Bernat

Więcej w audycji: „Temat do rozmowy” czwartek 14 marca godz. 20 w Radio eM Kielce.

ZOSTAW KOMENTARZ