Na antenie: Radio eM
em.kielce.pl
online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Miodzio!

Na antenie: Radio eM
em.kielce.pl

Hulajnoga konkurs 700x200

Hulajnoga konkurs 300x250

Publicystyka

Miodzio!

Kielce / 26 kwietnia 2019 / Tekst

Ule w kształcie kościołów i mnichów, domki z pieńków pokryte korą oraz trzciną. Tak wygląda niezwykła pasieka przy kieleckiej parafii świętego Franciszka z Asyżu, którą pięć lat temu założył ojciec Józef Mońko ze wspólnoty braci kapucynów.

Skąd się wziął pomysł? – Kiedyś w czerwcu szedłem ulicami miasta i zobaczyłem, jak pięknie kwitną lipy. Wróciłem do klasztoru i powiedziałem przełożonym, że w Kielcach marnuje się dużo miodu. Zapamiętali to, bo później zaproponowali, że kupią mi ul z pszczołami. Wiedzieli, że kiedyś się tym zajmowałem. Odparłem, że jeśli nie będę wędrować z miejsca na miejsce, to bardzo chętnie zajmę się pszczelarstwem, ale jeden ul to za mało, przydałyby się przynajmniej trzy. Wyrazili zgodę i tak się wszystko zaczęło – opowiada ojciec Józef Mońko.

Pasja od dzieciństwa

 Patronem pszczelarzy jest święty Ambroży, ale pasieka znajduje się przy parafii świętego Franciszka, bo jak mówi ojciec Józef, im więcej patronów, tym lepiej. Poza tym to właśnie święty Franciszek zainspirował ojca Józefa, bo był przeciwnikiem leniuchów. – Mówił: „Bracie trutniu, nie bądź truteń, tylko weź się do roboty” – uśmiecha się twórca pasieki, która liczy obecnie 25 uli.

Oprócz tradycyjnych drewnianych domków dla pszczół stoją tu także bardzo nietypowe. Jeden jest miniaturą kieleckiej parafii świętego Franciszka z Asyżu, drugi kościółka w stylu góralskiej chaty z figurką Matki Bożej Gaździny Podhala z Ludźmierza, trzeci to figura mnicha z brodą, a dwa to barcie wydrążone w pniu lipowym, pokryte korą i trzciną. Wszystkie ule zrobił własnoręcznie ojciec Józef, tylko zakonnika wyrzeźbił jego znajomy.

– W moim rodzinnym domu mieliśmy pasiekę. Pomagałem przy niej rodzicom, stąd moja pasja. Później zajmowałem się też pszczołami w Krakowie i Krośnie. Podobnie było ze stolarstwem. W domu tata sam robił ule, a ja przypatrywałem się, a potem samodzielnie je zbijałem. Na starość mi się to przydało – tłumaczy ojciec Józef.

Corocznie z parafialnych uli bracia zbierają bardzo dużo miodu. – Czytałem gdzieś, że w zeszłym roku podobna do naszej pasieka dała około 20 kilogramów. U nas jest na pewno więcej. Wszystko zależy od roku. Ubiegły był dobry, poprzedni trochę gorszy. Ten zapowiada się nieźle, ale może być tak, że pogoda nie dopisze i słodkości będzie mniej – mówi zakonnik-pszczelarz.

Zebrany miód bracia wykorzystują głównie na swoje potrzeby. – Do herbatki, jako lekarstwo, albo na prezent dla kogoś, szczególnie tam, gdzie są dzieci, bo miód zawsze sprawia ogromną radość – dodaje pszczelarz.

Pszczoły i pozytywne nastawienie

Jak wygląda praca w pasiece? – Na co dzień pilnuję, żeby pszczołom nie brakowało wody, dostarczam ją tutaj, żeby nie musiały latać daleko, bo woda jest podstawą życia nie tylko ludzi, ale i pszczół. Owadów przybywa, więc powiększam gniazdo. Chodzi o to, żeby miały miejsce do rozwoju i coś w rodzaju spiżarni, w której zgromadzą to, co przyniosą z kwiatów. Do uli trzeba zaglądać co najmniej raz na dwa tygodnie. W przypadku złej pogody warto podrzucić pszczołom coś do jedzenia. W zeszłym roku poświęcałem na taki przegląd od czterech do pięciu godzin w tygodniu – relacjonuje ojciec Józef.

Pszczelarze najczęściej pracują w strojach ochronnych, ale nie ojciec Józef. – Mam maskę na twarz, ale w sezonie najczęściej nie używam niczego, bo strój zawsze w jakiś sposób krępuje człowieka. Nie mam też żadnych rękawic, zazwyczaj pracuję w koszulce z krótkim rękawem. Mimo to pszczoły nie robią mi krzywdy. Jestem do nich pozytywnie nastawiony, one do mnie też, więc nawet jeśli jakaś mnie użądli, to mi wyjdzie na zdrowie – uśmiecha się ojciec Jozef.

Beata Kwieczko

ZOSTAW KOMENTARZ