Lotto extra pensja

Na antenie: Radio eM
em.kielce.pl
online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Karnawał niepodległości, czyli jak wyglądały pierwsze dni wolności w Kielcach

Na antenie: Radio eM
em.kielce.pl

Publicystyka

Karnawał niepodległości, czyli jak wyglądały pierwsze dni wolności w Kielcach

Kielce / 11 listopada 2019 / Tekst
III pluton Kompanii Skautowej w czasie służby w Kielcach III pluton Kompanii Skautowej w czasie służby w Kielcach Fot. ze zbiorów Muzeum Historii Kielc

Jak co roku, 11 listopada świętujemy kolejną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Czy jednak zastanawialiście się Państwo jak wyglądały wówczas Kielce? Co robili nasi przodkowie i jak zareagowali na nadejście upragnionej wolności? Na te pytania postaramy się odpowiedzieć razem z naszymi ekspertami, którzy przedstawią nam obraz stolicy regionu sprzed ponad stu lat.

Najpierw zejdźmy na ziemię i przedstawmy, jakże różniące się zapewne od naszych wyobrażeń, realia 1918 roku w Kielcach. – Do odzyskania niepodległości było to ubogie miasto, a potem wcale nie było lepiej. W dniu 11 listopada nie zyskaliśmy przecież ani jednego rubla, korony, ani marki. Sytuacja obywateli nie była dobra, a samo miasto musiało się uporać z potrzebami rodzącego się państwa. Ówcześni mieszkańcy doświadczali upadku więzi społecznych, a nawet powojennego bandytyzmu. Mieliśmy ogromną liczbę ludzi wolnych, którzy nie wiedzieli z czego żyją, uciekinierów, dezerterów, pogubionych, wdów, sierot i biednych. Kielce pozbawione były zwykłej, komunalnej infrastruktury w postaci wodociągów i kanalizacji. Nie mieliśmy szkół, a w obrębie miasta znajdował się jeden szpital – mówi Krzysztof Myśliński, kierownik Działu Edukacji i Promocji Muzeum Historii Kielc.

Jak rodziła się niepodległość

Nam w Kielcach nie trzeba chyba tłumaczyć dlaczego nasze miasto w całej niepodległościowej układance stanowiło ważny element. Musimy się więc cofnąć w naszych rozważaniach o cztery lata. – Wejście Kadrówki w 1914 roku rozpoczęło proces odzyskiwania niepodległości, ale de facto również I wojnę światową. Obce wojsko wkroczyło na teren Cesarstwa Rosyjskiego. W następnym roku Niemcy zajęli Kielce, a po nich władzę przejęli Austriacy. Okupacja była oczywiście drastyczna, ale tam gdzie władze nie musiały się wtrącać to tego nie robiły. Pozwalały m.in. na obchody patriotycznych uroczystości, czego przykładem była rocznica śmierci Tadeusza Kościuszki w  1917 roku. Wmurowano wówczas w kielecką katedrę specjalną płytę, która obecnie znajduje się nieco dalej. Była to ogromna demonstracja narodowa  – przypomina Krzysztof Myśliński. W tym czasie na frontach Wielkiej Wojny walczyło wielu Polaków w mundurach zaborców. – To była forpoczta i symbol ofiary na rzecz niepodległości, jednak bez polityki nawet wygrana wojna nie przyniesie oczekiwanych efektów. W Kielcach mieliśmy zróżnicowaną scenę polityczną. Tutaj działał m.in. Wiktor Jaroński ze Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, które tutaj zawsze było silne,  członkowie PPS-u i PPS Frakcji Rewolucyjnej. W życie społeczne i polityczne zaangażowani byli także biskupi i księża. Warto wspomnieć biskupa Tomasza Kulińskiego i biskupa Augustyna Łosińskiego – dodaje.

Nie tylko polityka

I takie Kielce weszły w skład niepodległego Państwa Polskiego. Trzeba jednak jasno zaznaczyć, że sama data odzyskania niepodległości jest umowna. W naszym mieście ten swoisty „karnawał” rozpoczął się już od 1 listopada, kiedy gen. Tadeusz Rozwadowski, szef Sztabu Generalnego polecił mjr. Dziewanowskiemu, komendantowi Urzędu Zaciągowego w Kielcach, aby wszystkimi oddziałami żołnierzy Polaków dowodził najstarszy stopniem oficer polski. Uroczysty apel połączony z przysięgą odbył się tego samego dnia na placu Panny Marii o godzinie 16. To wydarzenie miało silny wpływ na kielczan i ich postawę, a ich patriotyzm wyrażał się wówczas w okrzykach i pozdrowieniach jakie kierowali w stosunku do odradzającej się polskiej armii. – Wówczas miasto odczuło, że władzę przejmują Polacy. Trzeba jednak pamiętać, że już od lata 1918 roku, kiedy klęska Niemiec stała się jasna ten proces trwał – mówi dr Marek Maciągowski, dyrektor Ośrodka Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej w Kielcach.

Kolejne dni były prawdziwym „karnawałem niepodległości”. Z budynków, w których znajdowały się austriackie urzędy usuwano napisy w języku niemieckim. Wojskowi oraz działająca w mieście milicja rozbrajali niepolskich żołnierzy. Chodziło głównie o tych, którzy znajdowali się w pociągach przejeżdżających przez Kielce. Była to również okazja do pozyskania wywożonej z naszego miasta żywności. W akcji rozbrajania obcych żołnierzy brała udział także Kompania kieleckich skautów.

Wróćmy jednak do polityki. Jeszcze przed zakończeniem I wojny światowej autonomię w zakresie samorządowym gwarantowała rządząca Rada Regencyjna. – Samorządami kierowali Polacy i to oni zmagali się z problemami codziennymi miasta – zauważa dr Maciągowski. Na początku listopada 1918 roku jednak cała władza miała przejść w polskie ręce. Na terenie powiatu kieleckiego przejął ją mjr Dziewanowski. Starostą kieleckim został zaś Franciszek Loeffler, wybitna postać życia społeczno-politycznego naszego miasta i założyciel kieleckiej milicji. Infrastruktura, finanse i zaopatrzenie – to wszystko zostało przejęte wówczas przez Polaków.

Niespokojny 11 listopada

Sam 11 listopada 1918 roku w Kielcach nie był jednak dniem wybuchu radości. Wpływowa część społeczności żydowskiej zgromadziła się wówczas na wiecu politycznym w ówczesnym Teatrze Ludwika w miejscu obecnego Teatru im. Stefana Żeromskiego, co było zarzewiem zamieszek ciągnących się do następnego dnia. Zginęło w nich od dwóch do czterech osób, a rannych zostało nawet 400. Trudno jednoznacznie stwierdzić jaki charakter miało spotkanie w teatrze. Ówcześni radni analizujący tamte zajścia spierali się m.in. o to, czy na wiecu padały zdania „Nie chcemy rządu polskiego”, czy może raczej „Niech żyje wolna, demokratyczna Polska”. W każdym razie, pod gmachem zebrał się tłum ludzi, którzy chcieli wtargnąć na salę obrad. Efektem były tragiczne rozruchy w mieście i dewastacja żydowskich sklepów, zakładów jubilerskich i kina.

Taki, słodko-gorzki smak, miała rodząca się w Kielcach niepodległość. Ogromna radość w wielu sercach pozwalała jednak zapomnieć o, często szarej i bezbarwnej, rzeczywistości, dając impuls do próby budowania wspaniałego miasta, jakim były przedwojenne Kielce. Dowodem może być życie i działalność wielkiej liczby ludzi, często zapomnianych, którzy w latach międzywojennych przyczynili się do rozwoju naszego miasta. Świętując niepodległość pamiętajmy także i o nich.

ZOSTAW KOMENTARZ