online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Cud w Medjugorie
online button
online button

Publicystyka

Cud w Medjugorie

15 lipca 2018 / Tekst

Bartek Krakowiak jest żywym dowodem na to, że nawet od najgorszego dna można się odbić. Potrzebna jest jednak wiara. Dzięki niej Bartek, po wielu latach walki z samym sobą, słabościami i grzechem, znalazł szczęście, pielgrzymując do Medjugorie.

Dramat Bartka zaczął się już w dzieciństwie. Jako mały chłopiec nie wiedział co to miłość i troskliwa ręka ojca. Zamiast tego każdego dnia był bity i poniżany.

– Od najmłodszych lat w moim domu wódka lała się strumieniami. Mój ojciec jest alkoholikiem i nigdy nie chciał wyjść nałogu. Ze mną też były problemy. Kiedy miałem osiem lat, zacząłem uciekać ze szkoły. Wstydziłem się siebie i tego, jak żyję. Moi koledzy chwalili się, jak miło spędzali czas grając z ojcem w piłkę. Ja się nie bawiłem, ja dostawałem cięgi. Ojciec po prostu się nade mną znęcał – opowiada Bartek.

Kiedy miał 12 lat, jego matka postanowiła rozstać się z mężem. Jednak przeprowadzka i rozwód rodziców, a więc odcięcie od destrukcyjnego ojca, nie zmieniły jego życia na lepsze. Było coraz gorzej.

Brak miłości

– Nie potrafiłem niczego zmienić. Teraz myślę, że gdybym w kolejnym domu, czyli u babci, gdzie zamieszkaliśmy, znalazł akceptację i zrozumienie, moje życie potoczyłoby się inaczej. Tak się jednak nie stało. Matka nie próbowała niczego naprawić,  a ja ze swoimi problemami zostałem sam. Nie potrafiłem się odnaleźć w nowej rzeczywistości: nowym domu, wśród nowych ludzi i znajomych. Żeby im się przypodobać, robiłem straszne rzeczy: ćpałem, kradłem, codziennie musiałem kogoś pobić, żeby pokazać, jaki jestem silny – opowiada.

Kiedy Bartek skończył 14 lat, zajął się nim kurator. – Byłem pod jego nadzorem przez około przez rok, potem znalazłem się w poprawczaku. Kiedy z niego uciekłem, trafiłem do ośrodka socjoterapii. Tu przeszedłem terapię od uzależnień. Pomogła. Gdy wyszedłem z ośrodka, miałem 18 lat. Chciałem się zmienić, ale wróciłem do tego samego środowiska i nie dostałem żadnej pomocy ze strony rodziny.  Dlatego po około miesiącu wszystko zaczęło się od nowa – tłumaczy Bartek.

Dziewczyna i ciąża

Po wyjściu z ośrodka poznał dziewczynę. Zaszła z nim w ciążę. Początkowo nie chciał tego dziecka.  - To też było trudne doświadczenie, bo w wieku 18 lat, z tym całym moim bagażem pełnym syfu, dowiedziałem się, że zostanę ojcem i będę musiał przekazać dziecku jakieś wartości, których sam nie miałem. Nie chciałem więc, żeby się urodziło. Chciałem, żeby moja dziewczyna dokonała aborcji. Moja matka jednak, z którą akurat relacje zaczęły się polepszać, odwiodła mnie od tego. Zaakceptowałem więc fakt, że będę ojcem i postanowiłem wziąć odpowiedzialność za dziecko. Niestety, w czwartym miesiącu ciąży okazało się, że maleństwo ma wadę  serca. Dwa miesiące później straciliśmy je… Teraz traktuję tamtą tragedię jako dar, bo mnie zmieniła. Sprawiła, że zacząłem się nawracać – opowiada Bartek.

Ale droga, którą rozpoczął, nie była prosta. Zanim naprawdę stanął na nogi, zaliczył jeszcze niejeden upadek.

Związek, w którym nie było Boga

- W pewnym momencie zaczęło brakować mi miłości. Szukałem jej w drugim człowieku. Poznałem kolejną dziewczynę, byłem z nią trzy lata, ale w tym związku nie było Boga. Kiedy po tych trzech latach zrobiłem sobie rachunek sumienia i przyjrzałem się swym grzechom, nie mogłem zrozumieć, jak człowiek, który się nawrócił, może być jeszcze gorszy niż przed nawróceniem – wspomina Bartek.

– Teraz wiem, że było mi to potrzebne, aby zrozumieć, iż nawrócenie to droga, którą idziemy całe życie. Nie wystarczy mówić „Jezu wierzę”. Cały czas trzeba dbać o tę wiarę i miłość do Jezusa - twierdzi.

Związek się rozpadł, a Bartek ponownie chciał wrócić do Boga. Nie było to jednak łatwe. Jak wspomina, przez rok czuł ogromną pustkę, popadł w długi, ciągle miał myśli samobójcze, czuł, że Stwórca go zostawił.  Stał się wrakiem człowieka. Aż przyszedł 4 czerwca, kiedy postanowił pójść do psychologa. Ten powiedział mu, że jeśli zostanie sam, odbierze sobie życie.

Z buta do Maryi

– Wróciłem do domu, położyłem się i zacząłem płakać. Prosiłem Boga, żeby zabrał ode mnie wszystko. Błagałem Go o pomoc, bo sam nie umiałem sobie pomóc.  I może to zabrzmieć dziwnie, ale po chwili dostałem wiadomość od mojej mamy, z którą nie miałem kontaktu od dłuższego czasu. Napisała mi, że sam sobie z tym nie poradzę, że muszę to zawierzyć Bogu i powiedzieć: „Jezu, Ty się tym zajmij". Powiedziałem tak i poczułem, że muszę wyjechać. Odpaliłem mapę w telefonie i w głowie pojawiła się myśl: Medjugorje. Za ostatnie sto złotych kupiłem plecak, napisałem na Facebooku, że wyruszam w pieszą  podróż i błagam o modlitwę. Ludzie prosili mnie, bym codziennie ich informował o tym, co się ze mną dzieje. Potem powstał blog „Z buta do Maryi”. Zaczęło go czytać coraz więcej ludzi, pisali do mnie, że moje słowa im pomagają, że się nawracają. Ja też się nawróciłem. Dzięki podróży do Medjugorie Bóg mnie zmienił. Prosiłem o dwie rzeczy: żebym w końcu nie był samotnym człowiekiem i żebym wyszedł z długów. Moja historia pokazuje, że Bóg o nikim nie zapomina. Ocalił mnie, grzesznika, śmiecia, wiec może ocalić też  Ciebie. Potrzebna jest tylko Twoja wiara – mówi Bartek Krakowiak.

***

Dziś, jak sam podkreśla, jest szczęśliwym człowiekiem, ma przyjaciela, narzeczoną, planuje ślub. Dzieli się swoim świadectwem z innymi. Cały czas chce pogłębiać swoją wiarę i zachęca do niej innych.

Iwona Gajewska-Wrona

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

WYSZUKIWARKA

TYGODNIK EM

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

TVS

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna