online button
Jesteś tutaj:Radio eM»Publicystyka»Clint Eastwood a sprawa polska
online button
online button

Publicystyka

Clint Eastwood a sprawa polska

12 sierpnia 2017 / Tekst
Powstaniec na Krakowskim Przedmieściu Powstaniec na Krakowskim Przedmieściu

Włodzimierz Iljicz Lenin rzadko mówił coś mądrego, ale w jednym miał rację: kino to najważniejsza ze sztuk. Miał oczywiście na myśli jego funkcję propagandową, a pogląd ten podzielali Józef Stalin i Adolf Hitler, dzięki czemu powstały takie arcydzieła, jak "Pancernik Potiomkin", "Iwan Groźny", "Aleksander Newski" Eisensteina czy "Triumf woli" i "Olimpiada" Riefenstahl. Ale to amerykańskie kino ma największe zasługi na polu autopromocji swego kraju i jego bohaterów. Amerykanie wiedzą, jak to robić: począwszy od "Narodzin narodu" i "Abrahama Lincolna" D.W. Griffitha oraz "Aniołów piekieł" E. Gouldinga poprzez takie monumentalne produkcje lat 60. i 70., jak serial "Combat", "Most na Renie", "Bitwa o Midway" czy "Bitwa o Ardeny", aż po dzieła ostatnich dekad – "Szeregowiec Ryan", "Pearl Harbour", "Niezłomny" – lista wybitnych tytułów jest długa. Bo rzeczywiście nie ma lepszego sposobu, by dotrzeć z przekazem do każdego na świecie, jak zainwestować w filmową superprodukcję.

Wreszcie zrozumieliśmy to i my, dlatego – jak informuje Andrzej Jurkiewicz, prezes Polskiej Fundacji Narodowej, mającej nas promować za granicą – trwają rozmowy z Melem Gibsonem i Clintem Eastwoodem o superprodukcji "Jerusalem Avenue" (Aleje Jerozolimskie), opowiadającej o Powstaniu Warszawskim. Miejmy nadzieję, że po przemówieniu Donalda Trumpa i oprawie kibiców Legii któryś z nich da się przekonać i wyreżyseruje wspaniałe dzieło, dzięki któremu świat dowie się wreszcie, że młodzi polscy chłopcy i dziewczęta nie ustępowali w męstwie Spartanom Leonidasa, a może nawet ich przewyższyli.

Miejmy nadzieję, że nie będzie to jedyny film o naszej historii – tematów jest aż za wiele. Dwukrotnie ratowaliśmy europejską cywilizację: raz w 1683 roku przez muzułmanami, drugi – w 1920 roku przez komunistami. Może nawet trzykrotnie, wziąwszy pod uwagę wkład polskich lotników w Bitwę o Anglię. Niech świat dowie się o nich i o obronie Wizny oraz Westerplatte, niech pozna Witolda Pileckiego, Najdzielniejszego z Dzielnych, i Irenę Sendlerową, która uratowała więcej Żydów, niż sprzedali ich Niemcom polscy szmalcownicy. Niech posłucha o Marianie Rejewskim, bez którego Alan Mathison Turing nigdy nie złamałby kodu Enigmy. Niech zgłębi historię polskich kobiet-szpiegów: nieprawdopodobnej Krystyny Skarbek i niemniej brawurowych Haliny Szymańskiej, Marii Sapieżyny, Władysławy Macieszyny, przy których osławiona Mata Hari to pensjonarka. Niech się pochyli nad Danutą Siedzikówną "Inką". Niech pozna odwagę poznańskich robotników, którzy w 1956 roku pierwsi rzucili wyzwanie ludowej władzy.

Jest o czym opowiadać, tymczasem świat ma w pamięci tylko wielki film Andrzeja Wajdy o polskim Sierpniu 1980 roku. „Człowiek z żelaza” to jednak zdecydowanie za mało. Czas na wielkie kino z Polakami i Polską w roli głównej. Bo mamy z czego być dumni.

Tomasz Natkaniec

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

WYSZUKIWARKA

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay