Lotto extra pensja

Na antenie: Radio eM
em.kielce.pl
online button
Jesteś tutaj:Radio eM»MIASTO»W Kielcach trwa wojna między taksówkarzami, a kierowcami Bolta. Dochodzi nawet do... prowokacji

Na antenie: Radio eM
em.kielce.pl

WIADOMOŚCI KIELCE

W Kielcach trwa wojna między taksówkarzami, a kierowcami Bolta. Dochodzi nawet do... prowokacji

Kielce / 06 lipca 2019 / Tekst

Mijają dwa miesiące odkąd estońska firma Bolt weszła do Kielc. Sprawdziliśmy, czy ten rodzaj przewozów jest popularny wśród kielczan, i czy kierowcy odpowiednika popularnego Ubera mają problemy z taksówkarzami oraz Inspektoratem Ruchu Drodowego.

W tym celu rozmawialiśmy z kilkoma kierowcami Bolta. Żaden z nich nie chciał podawać swojego imienia i nazwiska, ponieważ, jak twierdzą, wciąż trwa konflikt między nimi a taksówkarzami. Nie ma się co dziwić, bo Bolty są rozchwytywane przez mieszkańców Kielc i stanowią ogromną konkurencje dla tradycyjnego taxi.

Kiedy Bolt wchodził na początku maja do Kielc, jeździło w nim czterech kierowców. Teraz usługi świadczy około 30 osób, które na zmianę pojawiają się na mapie w aplikacji. Nie ma zaskoczenia, że największy ruch jest w weekend. Często dochodzi do sytuacji, że wszystkie Bolty są wieczorami zajęte. Jeżdżenie jako kierowca odpowiednika Ubera to całkiem niezły biznes, z którego miesięcznie można wyciągnąć nawet około czterech tysięcy złotych na rękę.

Ale są też ciemne strony tej pracy. Jedna z nich to konflikt z taksówkarzami, którzy uważają, że Bolt jest nieuczciwą konkurencją. Chodzi między innymi o to, że kierowcy aplikacji nie muszą mieć żadnych kursów, licencji oraz nie odprowadzają składek do ZUS.

– Z taksówkarzami mamy trzecią wojnę światową. Robią prowokacje, zgłaszają nas do Inspektoratu Ruchu Drogowego. Zamawiają nas przez aplikację, na mapie widzą, jakim samochodem jedziemy i jaką trasą. A potem dzwonią do Inspektoratu i kontrolerzy ustawiają się w miejscu, przez które przejeżdżamy. Czasem takie kontrole trwają po kilka godzin – mówi nam jeden z kierowców Bolta.

Są też bezpośrednie ataki wymierzone w Bolty:

– Znajomy mi opowiadał, że jeden z taksówkarzy zamówił go, po czym podszedł do jego samochodu, otworzył przednie drzwi i napluł mu w twarz. Słyszałeł też, że jednemu z naszych przebili opony w aucie – opowiada kierowca Bolta.

Zapytaliśmy także znajomych taksówkarzy, czy słyszeli o tego typu sytuacjach, ale kategorycznie zaprzeczyli.

Nie zaprzecza z kolei Agata Wiśniowska, rzeczniczka Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego, że kontrole mają miejsce i są ich pierwsze skutki. – Do tej pory przeprowadziliśmy ich dziesięć razem z policją i innymi służbami. Były stwierdzone naruszenia i wszczęte postępowania administracyjne. Chodziło o brak orzeczeń lekarskich, brak wymaganej licencji oraz wykonywanie przejazdów okazjonalnych pojazdem niespełniających kryterium konstrukcyjnego – mówi rzeczniczka WITD.

Kary za te wykroczenia wahają się między tysiącem złotych (brak orzeczenia lekarskiego) a 12 tysiącami (brak licencji). Kontrolerzy jak na razie dwukrotnie zdecydowali się na karę maksymalną. Można się od niej odwołać do Sądu Administracyjnego.

Czy rzeczywiście kierowcy „Bolta” łamią przepisy, tego właściwie nikt do końca nie wie. Dopiero ewentualny wyrok Sądu Administracyjnego pokaże czy kontrole Inspektoratu Ruchu Drogowego mają jakikolwiek sens.

Obecnie z aplikacji Bolt korzysta około 25 milionów użytkowników w 101 miastach na całym świecie. 

ZOSTAW KOMENTARZ