online button
Jesteś tutaj:Radio eM»KOŚCIÓŁ»Polskie ślady w Brazylii
online button
online button

DIECEZJA KIELECKA WIADOMOŚCI

Polskie ślady w Brazylii

08 września 2017 / Tekst

Rozmowa z biskupem Janem Piotrowskim, ordynariuszem diecezji kieleckiej

– W wakacje odwiedził Ksiądz Biskup misjonarzy z diecezji kieleckiej, którzy pracują w Ameryce Południowej. Jak wyglądała ta wizyta?

– Kieleccy misjonarze posługują w Brazylii, na Jamajce i w Peru. Moja wizyta ograniczyła się do Brazylii. Tam pracują między innymi ksiądz Piotr Pochopień ze Stopnicy, ksiądz Kazimierz Długosz z Kielc, prowincjał Księży Chrystusowców w Kurytybie, oraz ksiądz Zdzisław Nabiałczyk z Łopuszna, kapłan w diecezji Kurytyba, a przez lata członek Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Najwięcej spotkań i wydarzeń duszpasterskich miało miejsce w parafii księdza Piotra Pochopienia. Trafiłem na miesiące zimowe, ale chłód nie przeszkadzał w odbywaniu podróży do poszczególnych kaplic. Sprawowałem Eucharystię w języku portugalskim, Słowo Boże głosiłem po polsku, a ksiądz Piotr tłumaczył. Ochrzciłem 32 osoby, dzieci i dorosłych oraz udzieliłem ślubu kilku parom.

– Jaka jest parafia, w której pracuje ksiądz Piotr?

– Ksiądz Pochopień posługuje w Brazylii od pięciu lat, od czterech w parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Marii Panny w Marquinho, w diecezji Guarapuava. Istnieje ona od zaledwie kilkudziesięciu lat, ale jest dobrze zorganizowana. Nasz misjonarz przejął placówkę po księdzu brazylijskim. Dzięki swej gorliwości i pracy zachęcił tamtejszą ludność do modlitwy, życia sakramentalnego i odpowiedzialności za parafię. Udało mu się pokonać granicę nieufności i dziś ma bardzo dobre relacje z wiernymi. Z podziwem patrzyłem na grupę liturgiczną animującą Eucharystię, na szafarzy komunii świętej oraz nauczycieli katechizmu. W tej parafii są ludzie o różnej kondycji duchowej, ale przyjmują wiarę i chcą iść drogą Bożych przykazań. Miasteczko, w którym pracuje ksiądz Piotr, liczy zaledwie około dwóch tysięcy mieszkańców, ale parafii jest 18 kaplic, ładnie wybudowanych i wykończonych. Widać w nich ślad ofiarności wiernych diecezji kieleckiej. Ksiądz Piotr upamiętnia to, co powstało dzięki ofiarom naszych wiernych, na przykład kaplicę, tabernakulum i dzwon, który poświęciłem.

– Parafia, w której pracuje polski misjonarz, pełni więc ważną funkcję…

– Jak wspomniałem, ksiądz Piotr ma 18 kaplic do obsłużenia, w każdej z nich bywa przynajmniej raz w miesiącu, ale liturgia Słowa jest odprawiana w każdą niedzielę; odpowiadają za to wierni świeccy. W każdej kaplicy znajduje się tabernakulum i Najświętszy Sakrament, dzięki czemu może zostać zaspokojone naturalne pragnienie przyjęcia do swego serca Chrystusa, bo nadzwyczajni szafarze rozdzielają wiernym komunię świętą. Urzekła mnie ta sytuacja, bo nie spotkałem jej ani w Kongu, ani na północy Brazylii. W parafii księdza Piotra zdecydowana większość to farmerzy. Mieszkają w oddalonych od siebie domach, nie tworzą wiosek ani osiedli. Jednoczy ich regionalna kaplica, która pełni też funkcję społeczną, ponieważ spotykają się tam nie tylko na modlitwę, ale by na przykład omówić projekty lub zadania ważne dla społeczności.

– Jak tamtejsi parafianie przyjmują misjonarza z Polski?

– Doceniają księdza Piotra ze względu na jego cechy charakteru, otwartość, życzliwość. Również przykład jego życia i okoliczności, w jakich prowadzi pracę duszpasterską, sprawiają, że nie narzeka na brak ludzi w kościele. Pokazuje im życie wiarą, które musi karmić się Eucharystią, odnawiać w sakramencie pokuty i działać przez dzieła miłosierdzia. W życiu parafii uczestniczą zarówno wierzący, jak i sympatycy Kościoła, którzy nie podzielają tej samej wiary, co nie przeszkadza im we współuczestniczeniu w wydarzeniach religijnych. Wspólnota budowana jest wokół wartości trwałych i moralnie zdrowych.

– Odbył Ksiądz Biskup kilkanaście różnych spotkań. Jak wyglądały?

– W każdy dzień sprawowałem Mszę świętą i głosiłem Słowo Boże. Złożyłem wizytę dwóm biskupom, udzieliłem wywiadu tamtejszym mediom diecezjalnym. Byłem mile zaskoczony otwartością tych ludzi. Rada miasta Marquinho przyznała mi tytułu Honorowego Obywatela Miasta, co też było dla mnie miłą niespodzianką. Odwiedziłem także posterunek policji oraz ośrodek zdrowia. Brazylia jest krajem kontrastów społecznych, wychowawczych, moralnych. Bardziej jednak dotyczy to metropolii: San Paulo, Rio de Janeiro, Salvador de Bahia. W mniejszych miejscowościach spotkałem Brazylię spokojną, czystą, przyjazną. Tuż przed odlotem byłem u sióstr józefitek z polskiego zgromadzenia założonego przez świętego Zygmunta Gorazdowskiego. Prowadzą one przedszkole. Zobaczyłem też wielką pamiątkę pracy Polaków – park etnograficzny w centrum Kurytyby.

– Ksiądz Biskup spotkał się także z mieszkającą w Brazylii polonią.

– Piękne było spotkanie z zespołem młodych Polaków ubranych w stroje krakowskie, którzy przyjechali z sąsiedniej miejscowości, by zaprezentować program folklorystyczny. Dzięki takim ludziom, jak oni, przetrwała kultura polska, przyniesiona przez polskich emigrantów. Są szkoły, miejsca, place, zakłady, którym nadano nazwiska naszych rodaków: Różycki, Malinowski, Pietrzak. Śladów polskich jest bardzo dużo. Przeczytałem, że potomkowie Polaków to grupa od 750 tysięcy do 1,5 miliona mieszkańców stanu, którego stolicą jest Kurytyba. Historia emigracji sięga przełomu XIX i XX wieku, kiedy zniesiono w Brazylii niewolnictwo. Najliczniejsi wśród niej byli Polacy, Niemcy i Włosi.

– Czy miał Ksiądz Biskup jakieś nowe doświadczenia podczas tej wizyty?

– Na pewno było nim sprawowanie Eucharystii dla Indian w rezerwacie na terenie parafii księdza Zdzisława Nabiałczyka. Mieszka tam wspólnota licząca około 700 osób. Zobaczyłem, jak ci ludzie żyją i jak państwo ich chroni, na przykład gwarantuje im swobodę kulturową i obyczajową, zgodną z ich tradycjami. Nikt postronny nie może tam uprawiać zbieractwa ani parać się myślistwem. Ta zamknięta wspólnota rządzi się swoimi prawami. Ma swoją policję, a nawet więzienie – siedział w nim jeden zatrzymany. Na terenie rezerwatu działają szkoła i ośrodek zdrowia. To przestrzeń ciekawa kulturowo, ale dla Europejczyka nie zawsze zrozumiała, bo trzeba dysponować odpowiednim kodem kulturowym, aby ją zrozumieć. Na wejście do rezerwatu potrzebna jest zgodna kacyka, czyli szefa plemienia. Udzielił nam jej. Kiedy rozpoczynałem kazanie, pozdrowiłem go i poprosiłem o pozwolenie przemawiania do jego ludzi, bowiem nie wszyscy uczestniczący we wspólnej modlitwie byli chrześcijanami i katolikami, choć dodam, że ochrzciłem tam 26 Indian. Moje doświadczenie z Konga nauczyło mnie, że szefa plemienia trzeba pozdrowić i okazać mu szacunek.

– Na co Ksiądz Biskup zwrócił szczególną uwagę w parafii prowadzonej przez księdza diecezji kieleckiej?

Ucieszyła mnie szczera i otwarta relacja między wiernymi a kapłanem oraz duże zaangażowanie świeckich w sprawy liturgii, pomoc charytatywną, formację, katechezę. Brazylijczycy ubogacają kulturowo Kościół. Na przykład podczas Mszy świętej dla górali i pasterzy bydła świątynia była udekorowana narzędziami ich pracy – siodłem, lassem. Ksiądz Piotr musi obsłużyć 18 kaplic położonych na dużej przestrzeni. Dzięki ofiarności diecezjan i MIVA Polska ma dobry samochód, więc może dojechać w najodleglejsze miejsca. Jego regularna obecność poniekąd dyscyplinuje i uczy wiernych odpowiedzialności, bo wiedzą, że ich duszpasterz jest człowiekiem bardzo serdecznym i otwartym, ale także solidnym i wymagającym. Na przykład dotrze na pogrzeb do dalekiej wioski już o siódmej rano. Taka jest natura pracy misyjnej. Kapłan żyje wśród ludzi i dla ludzi. Obecność naszego księdza w pracy misyjnej w Brazylii daje wszystkim diecezjanom wiele satysfakcji. Trzeba, abyśmy wspierali go naszą modlitwą i ofiarami duchowymi oraz materialnymi.

– Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Bernat

ZOSTAW KOMENTARZ

ZNAJDZIESZ NAS

WYSZUKIWARKA

FACEBOOK



SŁUCHAJ ONLINE

online button

Pobierz aplikacje radia eM

appstore

googleplay

banner edukacja ekonomiczna